środa, 19 września 2012

PARIS

 Nawet nie wiem od czego zacząć. Było pięknie, cudownie, nieziemsko!
Nigdy wcześniej nie byłam w Paryżu, ale mogę spokojnie stwierdzić, że jest on najpiękniejszy jesienią. Kolorowe drzewa na Polach Elizejskich, kasztany na cmentarzu Père Lachaise. Jesienne przyjemne słońce, ludzie ubrani w płaszczyki, sweterki zawsze się gdzieś śpieszący i mniej turystów niż w sezonie letnim. Bajka! 
W tym raju spędziłam 5 dni. Za mało! Tydzień optymalnie. Zabrakło nam jednego dnia aby zobaczyć Muzeum Pompidou i Muzeum d'Orsay i jednego aby się poobijać i zgubić się w przepięknych uliczkach Paryża. Ale zawsze są to powody, aby tam wrócić. 


     Wylądowaliśmy ok 10:30 i przedostanie się do naszego hotelu zajęło nam ok 1,5h. Brzmi dziwnie, ale w środkach publicznego transportu w Paryżu czas leci bardzo szybko. Można spotkać tam wiele ciekawych i oryginalnych ludzi. Razem z chłopakiem kupiliśmy bilet, który kosztował ok. 54 €/os. Był on ważny we wszystkich 5 strefach przez 5 dni od momentu skasowania do północy. Dzięki niemu można było się dostać z lotniska De Gaulle do Paryża i z Paryża do Wersalu. To naprawdę przydatna rzecz i warto się w nią wyposażyć już na samym początku wizyty. My bilety kupowaliśmy na lotnisku w informacji turystycznej. Cena wysoka, ale biorąc pod uwagę, że jedną z 16 linii metra dostaniemy się wszędzie tam gdzie chcemy, dobrze rozumiem Francuzów.


                 schemat linii metra, tramwajów i pociągów RER (którymi można dostać się na lotnisko lub do Wersalu)

                                              wyjście ze stacji metra przy słynnym cmentarzu Père Lachaise

                                                                      jedna z 380 stacji metra


  W dniu przyjazdu nie planowaliśmy większego zwiedzania, tylko postanowiliśmy przejść się pod jedne z najsłynniejszych miejsc na świecie. Pierwszą naszą stacją była 'Concorde' z której bardzo szybko można było dostać się na Pola Elizejskie. Gdy wyszłam na zewnątrz łzy stanęły mi w oczach. Widać było Wieżę Eiffla, park przy Luwrze, piękną Lue de Rivioli.


                                                          widok z wyjścia z metra Concorde

                                                               Pola Elizejskie

 Wszystko ma tam niesamowity klimat. Kiedy idziesz Polami czujesz niesamowitą energię. Świat wydaje się piękniejszy, ludzie bardzo mili, a Łuk Triumfalny przyjemnym celem spaceru.






                          spacer Polami umilają przeróżne wystawy. ta Louis Vuitton jest moim faworytem

 W dniu przyjazdu najlepiej jest się wybrać na rejs Sekwaną i najlepiej wieczorem. My wyruszyliśmy ok. 20:30 i trafiliśmy na piękny zachód słońca i cudownie podświetlone miasto. Rejs kosztował chyba ok 11€.
 Naprawdę warto, ponieważ w ciągu ok godziny można podziwiać zabytki Paryża jak i zaplanować sobie wycieczkę na najbliższe dni. Mijamy Luwr, Notre Dame, Wieżę Eiffla itp.


                                                                         para w beretach-mistrzowie rejsu

   
Następnego dnia pojechaliśmy na Cmentarz Père Lachaise. Ma on powierzchnię podobno większą od Watykanu. Pochowani są tam m.in. Fryderyk Chopin, Edith Piaf, Jim Morrison.


   Na samym początku polecam udać się na grób Chopina. Nie wiem czemu, ale panuje tam niesamowita aura. Podziwiając go, patrząc na polskie flagi czułam się bardzo dumna z bycia Polką. Kilka tysięcy kilometrów od Polski, w samym Paryżu znajduje się grób wybitnego Polaka znanego na całym świecie. Stojąc tam, wokół wielu turystów miałam ochotę mówić: "tak, on pochodzi z mojego kraju".
 Dziwnie to zabrzmi, ale bardzo "fajnie" było znaleźć się przed grobem Jima Morrisona. Otoczony był płotem, ponieważ kilka lat temu jego fani robili sobie tam imprezy i demolowali okoliczne nagrobki.


  Tego samego dnia udaliśmy się do dzielnicy Montmartre. Na wzniesieniu znajduje się tam przepiękny kościół Sacre-Coeur, z którego widać panoramę Paryża. Wjechać na górę można specjalną kolejką, na którą obowiązywał bilet, który posiadaliśmy.





Po obejrzeniu kościoła w środku zeszliśmy w dół bocznymi uliczkami na Plac Pigalle. Szczerze? Nie ma w nim nic szczególnego. Ot placyk z zejściem do metra i alejką prowadzącą do Moulin Rouge. I wcale nie było jeszcze kasztanów!



dmuchawa przy Moulin Rouge (polecam założyć spódniczkę, jeśli chcecie mieć zdjęcie w stylu Marilyn :))

ulica prowadząca z Placu Pigalle do Moulin Rouge pełna sex shopów

Trzeciego dnia chcieliśmy wybrać się do Wersalu, ale mieliśmy jak zwykle szczęście i tego samego dnia zdarzył się wypadek na torach kolejowych i nic nie jeździło. Zdecydowaliśmy więc, że pójdziemy do Luwru. Kolejka do wejścia była długa, ale staliśmy w niej mniej niż 10 minut. Na początku prześwietlają torby, a bilety można kupić dopiero na dole. Ale jeśli masz poniżej 26 (lub 25) lat i jesteś obywatelem Unii Europejskiej wejście do muzeum masz za darmo. Wystarczy okazać tylko dowód albo paszport. I warto się zmęczyć i przejść kilometry po Luwrze, aby zobaczyć słynne dzieła sztuki. Mnie, maturzystkę z historii najbardziej zafascynował obraz "Koronacja Napoleona". Do Mona Lisy ciężko było się dopchać, ponieważ szaleni Japońcy koniecznie musieli mieć z nią zdjęcie pokazując obowiązkowo paluszkami pokój. Najbardziej rozczarowała nas Wenus z Milo. Na zdjęciach w podręcznikach szkolnych wydawała się być taka niesamowita, piękna, idealna. A to była po prostu rzeźba bez rąk.






W niedzielę w końcu udało nam się dotrzeć do Wersalu. Linią RER C ze stacji przy Notre Dame jechaliśmy tam ok. 45 min. Wydaje się długo, ale przez większość trasy można podziwiać Paryż, a później mniejsze miasteczka. 
Wstęp do Wersalu, jeśli spełniasz te same warunki jak w Luwrze jest darmowy. Jeśli ma się wstęp za free to warto wejść, poświęcić z 40 minut na samo obejrzenie Pałacu od środka.
Aby wejść do ogrodu trzeba zapłacić 8,50€. Ale naprawdę warto. Jest zadbany, z idealnie przyciętych żywopłotów dobiega muzyka w stylu "wersalskim". Warto zboczyć z głównej ścieżki, aby zagubić się w labiryncie przepięknych dróżek, fontann, skwerów. Istnieje możliwość wypożyczenia łódki i popływania sobie po stawie znajdującym się w ogrodzie. Nie wiem ile taka przyjemność kosztuje, ponieważ nie doszliśmy do niej, ale musi to być cholernie romantyczne!






Ostatniego wieczora udało mi się ubłagać chłopaka, aby poszedł ze mną pod pierwszy sklep Chanel (Rue de Cambon). Niestety przyszliśmy gdy był już zamknięty i nie udało mi się zobaczyć słynnych schodów, ale nie mniej intrygująca była wystawa.


W dniu wylotu udało mi się namówić Kubę, aby zawiesić kłódeczkę na słynnym moście zakochanych, Pont des Arts. Znajduje się on przy Luwrze. Obok można zakupić kłódkę za 4, lub większą za 5€. Jednak polecam zaopatrzyć się w swoją własną, oryginalną kłódeczkę i wykonać napis wcześniej. Wyrycie napisu kluczykiem od kłódki nie należy do najlepszych pomysłów. Zgodnie z tradycją zakochani przyczepiają kłódkę do jednego z przęseł mostu i razem wrzucają kluczyk do Sekwany. Brzmi tandetnie, ale to jest nawet romantyczne!




Mówi się, że Paryż jest stolicą mody. Nie bierzcie tego tak całkiem serio. Owszem, można spotkać ludzi idealnie ubranych (dosłownie). Ale większość mieszkańców ubiera się zwyczajnie. Więc jeśli jesteście nastawieni na zwiedzanie polecam trampki, wygodne spodnie i sweter. Nie ładujcie do walizki samych najlepszych ubrań, bo ich po prostu nie będziecie mieli okazji założyć, a po co ciągnąć ciężką torbę i dopłacać na lotnisku za dodatkowe kilogramy. Owszem, na wieczór, planując spacer Polami Elizejskimi można się ładniej ubrać, ale chyba tylko po to, aby poczuć "ten" klimat Paryża.

Uff, trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że zamieściłam tutaj przydatne informacje, ponieważ sama wcześniej ich szukałam w internecie i bardzo się bałam, że nie zobaczę wszystkiego czego chce, ile pieniędzy mam przygotować itp. Jeśli planujesz wycieczkę do Paryża, to tylko z kimś, kto się dobrze orientuje w terenie, bo inaczej można się zgubić, a Francuzi po angielsku mówią tylko dobrze w Wersalu.










                                                                                                 Love from, Jallessa